Szef grozi, teście się cieszą

Ot, taki tytulik, który mówi wszystko. Ale od początku. Najpierw byłem z małą u fryzjera, co jej się spodobało. Nie mogła przestać się śmiać. I w takim oto radosnym stanie przyszłem z nią do teściów. Oni oczywiście mieli zdania podzielone. Teściowa chciała Zuzię, teść tłumaczył, że idą do lekarza i nie mogą się małą zająć.

Dyplomatycznie oznajmiłem, że to tylko na pół godziny, bo idę dać szefowi umowy i zaproszenia. Oczywiście trochę im nakłamałem, ale jakoś nie potrafię się tym przejąć. Poszłam przekazać szefowi tłumaczenia na angielski. Poznań w tym czasie się rozpogodził i do domu szedłem już w cudownych słonecznych promieniach. Niestety mój przełożony miał dziś zły humor i nie spodobał mu się projekt zaproszeń, który wybrałem. Trochę się z nim pokłóciłem, ale koniec końców wyszło na moje. W końcu to ja jestem od estetyki, a nie on.

Zanim odebrałem Zuzię od teściów, upiekłem jeszcze ten placek. Okazał się pycha. Niebo w gębie. Zaniosłem połowę teściom, żeby się nie gniewali, że nie było mnie trzy godziny, zamiast pół. Trochę popatrzyli krzywo, ale ogólnie byli zadowoleni. Mała bardzo się ucieszyła, oczywiście też chciała placek. Koniec końców siedziałem u teściów aż 2 godziny. Pogadałam o ich wizycie u lekarza, małej i życiu. Takie trochę nudy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.